FED – zaspany nieudacznik czy orędownik ładu finansowego?

Zaledwie wczoraj opublikowana została pozytywna informacja dla największej gospodarki świata, którą wciąż jeszcze według ostatniego raportu CEBR z 26/12/2014 jest gospodarka Stanów Zjednoczonych. Był nią nieujemny, a dokładnie wynoszący 0% wskaźnik inflacji. Ten jednak dziś już została przyćmiony słabymi odczytami  zamówień na dobra trwałe.  Cóż…nic nie trwa wiecznie, a na rynku nawet doby.

Zgodnie z danymi z wtorku 24/03/2014 wskaźnik inflacji po wyłączeniu cen energii i żywności wzrósł po dramatycznym dla niego styczniu do 1,7% r/r. A to już niemalże sukces, bo pułap ten niewiele odbiega od 2%, czyli tego poziomu, do którego FED (Federal Reserve System , System Rezerwy Federalnej) dąży. Dane te zyskały po raz pierwszy od 4. miesięcy głównie ze względu na ostatnie zatrzymanie spadków cen ropy. A to wszytko jest potrzebne, by w Stanach stopy procentowe w końcu podnieść. Ale hola, hola! Nie tak szybko z tymi stopami.

W dniu dzisiejszym nastroje obserwatorów danych z USA wyraźnie uległy pogorszeniu. Już prognozy wysokości zamówień na dobra trwałe były mizerne (oczekiwano spadku do 0,4%, gdy okres poprzedni przedstawiał 2%), ale fakty z 13:30, wskazujące na poziom -1,45% wręcz rozłożyły na łopatki. Można to tłumaczyć tym, że zamówienia na dobra trwałe to wskaźnik, który charakteryzuje się dużą zmiennością i słabe odczyty zawsze łatwo wyjaśnić jednostkowymi czynnikami. Jednak nie powinien umknąć uwadze fakt , że spadek tego odczytu nastąpił kolejny raz z rzędu. Cyfry, cyframi, ale co to tak naprawdę oznacza? A tyle, że pojawia się ryzyko słabszej dynamiki PKB, co przemawiania jednak za wstrzymywaniem się  przez FED z szybkimi podwyżkami stop.

Dlatego paragraf wyżej wspominane”hola” z wyciąganiem szybkich wniosków. Nie jest odkrywczym w tym całym wywodzie to, że te stopy w Stanach w końcu będą rosły, co FED zasugerował ostatnio rynkowi, ale zapewne będą rosły wolniej niż szybciej.

Mnie zaś nurtuje jeszcze jedno pytanie: co z tą gospodarką Stanów Zjednoczonych?

Stan finansowy USA jest katastrofalny, a zadłużenie zagraniczne jest dużo bardziej poważne niż zadłużenie nieprzypadkowo wspomnianej wczoraj Grecji, która z trudem spłaca swoich wierzycieli nawet po zmianie rządu w kraju.

O tym fakcie powiedział w zeszły piątek (21/03/2015) profesor amerykańskiego University of Boston, Lawrence Kotlikoff, przemawiając przed Komisją Senacką tego państwa.

„W rzeczywistości nasz naród znajduje się w gorszej sytuacji finansowej niż jakikolwiek kraj rozwinięty, w tym i Grecja” – powiedział Kotlikoff, zwracając uwagę, że dane statystyczne ustalają wielkość deficytu amerykańskiego budżetu, który w stosunku do długu publicznego wynosi 210 bilionów dolarów albo 211%. Taka liczba czyni go większym niż grecki gdzie stosunek wynosi 175%. „W ten sposób” – podkreśla uczony – „sytuacja USA w porównaniu z Grecją jest 16 razy gorsza”.

„To są astronomiczne kwoty”, uważa Kotlikoff. Skarży się on także, że liczni amerykańscy wyborcy nie są świadomi zadłużenia zagranicznego kraju i zagrożeń, które ono ze sobą niesie.

Czy naprawdę tak dantejskie sceny rozgrywają się za Oceanem?

Stephen G. Cecchetti, były główny ekonomista Banku Rozrachunków Międzynarodowych (Bank for International Settlements , BIS) uważa, że głównym powodem do zmartwień, a raczej delikatniej, obszarem, który powinien być wzięty przez FED pod uwagę jest rynek aktywów. Na nim, zdaniem autora wypowiedzi, ważnym jest kontrola tempa wzrostu zadłużenia oraz skali dźwigni finansowej danych podmiotów. Mówiąc klarowniej, Bank Centralny powinien się martwić głównie boomami napędzanymi kredytami. W momencie, gdy Bank Centralny widzi niepokojący wzrost zadłużenia powinien temu przeciwdziałać np. właśnie za pomocą stóp procentowych czy przez odpowiednią komunikację z rynkiem.

Poza zatem odpowiednio prowadzoną polityką monetarną, zdaniem Cecchettiego, strzałem w dziesiątkę w ramach działań FED-u była jego szybka reakcja po kryzysie w postaci programu QE (quantitative easing; zwiększenie wielkości podaży pieniądza w obiegu pieniężnym np. w marcu 2009 r. po wybuchu kryzysu finansowego System Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych po już wprowadzonym obniżeniu stopy do zera postanowił wykupić obligacje skarbu państwa i papiery wartościowe o skumulowanej wartości ok. 1,25 biliona USD przez okres jednego roku; w mediach program ten nazywany jest QE1). Zdaniem ekonomisty to głównie dzięki temu gospodarka USA jest dziś na ścieżce wzrostu. Jako negatywny przykład wskazuje działania EBC (Europejskiego Banku Centralnego), który z programem QE zwlekał, co doprowadziło do tego, że dopiero teraz obserwujemy pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego w Strefie Euro.

Cecchetti jest wręcz przekonany, że gdyby nie działania System Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych, szczególnie te w latach 2008-2009, to nie tylko amerykańska, ale i światowa gospodarka byłaby dziś w ruinie.

Zdania co do działań FED-u są skrajnie podzielone. A wy? Jak je odbieracie? Uznajecie FED za nieudacznika, który przed 2008 r. lekko przysypiał, za bardzo się zadłużył, a do tego jeszcze przymknął oczy na rozpasaną działalność banków komercyjnych czy jako zdolnego i walecznego orędownika ładu finansowego na świecie?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s