„Co Ci jest?” „Frank mnie boli”

Od 15-tego stycznia 2015 trochę czasu już minęło, ale głosy kredytobiorców frankowych nie cichną.

Odrobina historii dla przypomnienia. A było w tym dniu tak: 15/01/2015 Szwajcarski Bank Narodowy porzucił politykę obrony minimalnego kursu wymiany euro na franka, który był utrzymywany na poziomie 1,20. Przez pół godziny po zerwaniu minimalnego kursu wymiany rynek dla szwajcarskiej waluty praktycznie nie istniał. Zapanował taki chaos, że na niektórych platformach pojawiły się bardzo wysokie kursy franka, nawet powyżej 4,50 złotego. Bloomberg wskazał zaś maksymalny kurs rzędu 4,9561 zł.

I od tego momentu rozpoczęła się ogólnopolska rozpacz. Lament trwa do dziś. Niektórzy oficjele starają się proponować mądrzejsze i mniej rozsądne rozwiązania, by tylko społeczeństwo wziąć pod ochronne skrzydła. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zaproponowała „przewalutowanie kredytów na złotówki i umorzenie polowy różnicy miedzy obecnym a zaciągniętym przez klienta kapitałem”. Zaraz po tej wypowiedzi Marek Belka podkreślił wyraźnie: „to pomysł Andrzeja Jakubiaka (przewodniczącego KNF), nie KNF”. I zupełnie się Markowi Belce nie dziwię, że wskazuje winnego tak śmiałej tezy. A dlaczego? Pięć paragrafów niżej to wyjaśnię.

Pozostałe glosy publiczne wykrzykują, że skoro na Węgrzech można, to dlaczego w Polsce nie. Ale o czym mowa? Przypomnijmy, że w listopadzie 2014 węgierski parlament przyjął ustawę, zgodnie z którą wszystkie kredyty hipoteczne we frankach, euro i jenach zostały automatycznie zamienione na kredyty w forintach. Wobec tego społeczeństwo polskie, zadłużone we frankach domaga się przewalutowania swojego kredytu walutowego na złotówki, uwaga, po kursie z dnia podpisania umowy kredytowej. By uczciwie było! Bo dość piętna nadpłaty! Sprawiedliwości i to już!

Krzyki głośne możne i są w stanie zagłuszyć rozsądek, ale zastanówmy się, jak tak naprawdę jest sprawiedliwie. Tę teologiczną rozprawę na gruncie finansowym zamierzam rozstrzygnąć za pomocą …. matematyki.

Kredyty we frankach Polacy brali średnio od 2004 roku, najwięcej w latach 2006-2008. Przyjmijmy dla obliczeń środek tego okresu, czyli rok 2006. Stopy procentowe w CHF w dniu 10/07/2006 (przykładowa data) wynosiły 1,53% , a w PLN – 4,22%. Prawie trzy razy (dokładnie 2,75 raza) mniej! Rata w lipcu 2006 płatna od przykładowej kwoty 340 CHF wynosiła 15,60 PLN, zaś od równowartości tej kwoty w PLN to już 42,20 PLN.

Ale ktoś powie: stopy spadać zaczęły i w Polce! Tak, zgadza się. To weźmy pod lupę inny rok np. 2010. Stopa procentowa w CHF z dnia 09/07/2010 to już zaledwie 0,1167%, a w PLN jeszcze wysoko, bo 3,85%.  Rata w lipcu 20100 płatna od wspomnianej kwoty 340 CHF to 1,19 PLN, zaś od równowartości w PLN to 38,50 PLN. Różnice są.

Nie dziwię się, że wtedy żaden zadłużony we frankach nic nie mówił, tylko ręce zacierał. Nie mam nic przeciwko. Święte prawo klienta: wybiera, co uważa za słuszne. Życzył sobie płacić odsetki w CHF, to ma prawo mieć i niższe oprocentowanie. Drugi bał się obcej waluty, więc musi ponieść koszt wyższego oprocentowania.

Nie dziwą mnie też zamieszczane wtedy w prasie komentarze. W 2008 r. jedna z gazet pisała: „frank szwajcarski kosztował w poniedziałek 1,96 zł. Od końca ubiegłego tygodnia utrzymuje się na najniższym poziomie od 14 lat. Osoby, które przed kilkoma laty zdecydowały się na zaciągnięcie kredytu hipotecznego w szwajcarskiej walucie, okazały się wielkimi szczęściarzami. Dzięki umocnieniu złotego ich raty wyraźnie spadają. Co więcej, nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się odwrócić”. I właśnie. Tu zaczyna się chyba największy problem. Na opłacalność kredytu w walucie nie wpływa tylko wspomniana stopa procentowa, ale i kurs walutowy. I w nim cały pies jest pogrzebany. A ostatnio i pies z budą nawet, bo kłopotu z tym co niemiara.

Kurs CHF/PLN zmienił się niebagatelnie na przełomie minionej dekady. We wspomnianym 2004 oscylował pomiędzy 2,59 a 3,08, by w 2015 zaliczyć nagłą, choć na szczęście chwilową, zwyżkę aż do 4,95. Nie zapominajmy, że były lata, jak rok 2001, gdy kurs ten wynosił zaledwie 2,01. I to najbardziej frankowego kredytobiorce boli. Zmienność jest spora i znacznie bije po kieszeni.  Czy jednak wypada wołać: przewalutujmy kredyty po kursie z dnia zawarcia umowy jak na Węgrzech? Moim zdaniem, nie. Chociażby z tego powodu, że w jednym stwierdzeniu pojawiają się aż dwie nieścisłości.

Pierwsza: jeśli chcemy przewalutować kredyt po kursie z dnia zawarcia umowy, to co ze wyliczonymi wyżej odsetkami? Mają zostać takie, jakie obowiązywały wtedy dla CHF? Może, jeśli chcemy dokonać tego przewalutowania w taki sposób, to przeliczmy dokładnie różnicę w odsetkach pomiędzy CHF a PLN za każdy okres odsetkowy i zamieśćmy ją w odpisach. Tak chyba uczciwiej.

Druga: jak na Węgrzech? Tylko, że na Węgrzech nie dokonano tego zabiegu po kursach, które były w dniu zawarcia umowy. Wyliczono kurs średni z kilku ostatnich miesięcy, wziętych do obliczeń tuż przed procesem zamiany. I jakoś nie przypadkiem prawie nie różnił się od tego, który wtedy obowiązywał na rynku. Zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy bankami a ekipą premiera Victora Orbana, wyniósł on 256,5 forinta za franka, gdy na rynku kurs ten w tamtej chwili to 255 forintów za franka. A zatem cały koszt kursu walutowego i tak węgierski kredytobiorca wziął na siebie. Fakt, tamtejsze banki zobowiązały się do wypłacenia klientom rekompensat za stosowanie znacznego spreadu walutowego oraz w wyniku jednostronnego narzucania oprocentowania. I ta rekompensata jest, w moje ocenie, jak najbardziej słuszna. Bo właśnie też o tę praktykę banków bój się toczy.

W 2001 roku wiele informacji, jak wspomniany wyżej artykuł w prasie, wskazywały, że złotemu nie grozi krach, bo polska gospodarka trzyma się mocno. Polska zabiegała wtedy o członkostwo w UE, więc uważano, że na dłuższą metę scenariusz optymistyczny jest prawdopodobny. We wspomnianym felernym dla frankowiczów 2004 r. wiara w polską gospodarkę była już tak duża, że kredyty, zaciągane w PLN zaczęły przegrywać z tymi w CHF. Okazało się nawet, że Ci, którzy zdecydowali się na rozwiązanie walutowe, nie tylko płacili niższe raty, ale też mogli liczyć na wyższą ocenę zdolności kredytowej, a w konsekwencji wyższy kredyt. A gdy w 2006 r. nadzór bankowy wydał rekomendacje, zalecając bankom podniesienie poprzeczki dochodowej dla starających się o kredyt w obcej walucie, pojawiły się oburzone glosy polityków. „Nie rozumiem polityki utrudniania dostępu do kredytów i nie zgadzam się z nią” – mówił premier Kazimierz Marcinkiewicz. Ale banki miały również zacząć precyzyjnie informować klientów o ryzyku zadłużania się w obcych walutach.

I tego właśnie nie umiem zweryfikować. Może banki, jak dziennikarze czy społeczeństwo, też zbagatelizowały ryzyko kursowe, bo złoty wciąż się umacniał. Może nie wyjaśniano Klientom wyraźnie kwestii kredytu walutowego. Może nie rozpisano dokładnie kosztu spłaty w rożnych warunkach finansowych. Może.

To już rzecz do ustalenia: kto komu, co i jak powiedział, a czego nie powiedział. Podsumowując, uważam, ze każdy z nas jako osoba dorosła, zwłaszcza taka, która już mniejszą lub większa zdolność finansową posiada, umie podejmować decyzje.

Jak się okazało w ostaniach dniach, rząd nie podjął rękawicy w tym sporze. A propozycja KNF została przyjęta z wyraźnym chłodem, co raczej nie wróży jej powodzeniu. Chociaż instytucje bankowe nie pozostaną bez konsekwencji, bo Komisja Nadzoru Finansowego podniesie wymogi kapitałowe bankom, posiadającym kredyty walutowe o dużym ryzyku.

Szerze łączę się w bólu z tymi, którzy nagle muszą płacić dużo więcej, niż mieli zaplanowane. Ale i tak bywa w życiu. Czasem i przez franka nas ono zaboli. Głowa jednak do góry! Kurs walutowy, jak kobieta, jest kapryśny i zmienny. Może jeszcze i na CHF/PLN powieje wiosenny wiatr optymizmu.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s